Trzy dni w Karpatach Ukraińskich i może zimą zdobędziemy Pikuj!!!

Szybka decyzja i szybki wyjazd.

Późny wieczór czwartkowy, luty 2016r. Wypad jak zawsze z Wołomina . Rankiem jesteśmy na granicy Polsko-Ukraińskiej w sąsiedztwie Karpat. Podczas przekraczania granicy Ukraiński celnik znajduje w jednym z samochodów sporej wielkości maczetę .Ponieważ Ukraina jest aktualnie w stanie wojny celnik traktuje maczetę jako białą broń . Kurczę, nagle cały wyjazd wyhamował przetrzymano nas na granicy do późnego popołudnia. Oczywiście ekipa poradziła sobie bez najmniejszych problemów. Na granicy było biwakowanie włącznie z spożywaniem sosu. Było bardzo wesoło dzięki wsparciu naszej ekipy przez Polskich pograniczników, których serdecznie pozdrawiamy.

Po przygodach na granicy parkujemy pod granicznym sklepem celem uzupełnienia zapasów które tutaj są w bardzo atrakcyjnych cenach. Ekipa wyprawowa to siedmiu śmiałków + dwa terenowe auta sędziwy Nissan Patrol oraz Toyota Hillux. Temperatura wahała się w dzień od +2 st. C, do  -2 st. C nocą. Spanie w namiocie na dachu samochodu w pełnym umundurowaniu – spoko dajemy radę. Dużo jazdy off-roadowej podczas której przydarza się poważna awaria w Toyocie, zepsuty wahacz prawego koła. Jesteśmy unieruchomieni z gór uciekamy do cywilizacji, gdzie lokalesi podprowadzają nas do Hotelu, na terenie którego jeden z nich podejmuje się naprawy naszego auta. My oczywiście mamy czas na odpoczynek i poznanie restauracji mieszczącej się w Hotelu. Nasz mechanik Misza do południa naprawił nam samochód i wraz ze swoimi kolegami wyruszył z nami na szlak prowadzący na szczytu Pikuj.

Dotarliśmy do wzniesień, które w zimie są uważane za szczyt możliwości terenowych. O tej porze roku trzeba odpuścić dalsza walkę – tak twierdzili lokalesi z Miszą na czele. Podziękowaliśmy i pożegnaliśmy się z ukraińskimi kolegami.

Ruszyliśmy w górę na PIKUJ –  i HEJA !

Próby zdobycia szczytu przez większość dnia i nocy z skutkiem niezadowalającym. Efekt powalone drzewa, pozrywane liny, awaria wyciągarki oraz zmęczeni do nieprzytomności uczestnicy. Nad ranem poddaliśmy się przyrodzie i czmychnęliśmy do namiotów lub rozgrzanego auta. Powrót do kraju ojczystego wykonaliśmy przez inne przejście graniczne z powodu podejrzenia że służba celna na przejściu przekraczanym wcześniej może być złośliwa i przetrzyma nas znacznie dłużej. Po przekroczeniu granicy szybciutko do domku do rodzin.

Miało być szybko – było, miało być wesoło – było zaj…iscie.

SZKODA TYLKO ŻE PIKUJ W ZIMĘ NIE ZOSTAŁ ZDOBYTY PRZEZ DRIVENFAR.

Ale za to jest po co tam wracać. Ukraina.

Inne wyprawy:

Zaufali nam w podróży:

Partner projektu DRIVENFAR Round The World: