Na przełomie maja i czerwca 2015 roku wybraliśmy się do Mołdawii.

Mołdawia to miejsce, które stanowiło dla nas nie lada tajemnicę. Liczne opisy absurdalnej biurokracji i czyhających na łapówki milicjantów skutecznie odstraszają turystów, ale nie nas. Żeby uatrakcyjnić wyjazd zaczęliśmy go od wymagających ukraińskich karpatów, tam po dwóch dniach zmagań z górami udaliśmy się w kierunku naszego celu. Granicę przekraczaliśmy późno, poszło nad wyraz sprawnie, pogranicznicy byli uprzejmi a dokumentów nie było wiele. Po nocnej tułaczce dojechaliśmy do terenu wojskowego, zapytaliśmy o możliwość noclegu nad pobliskim jeziorem, po chwili rozmowy żołnierze wyrazili zgodę i w ich eskorcie udaliśmy się nad brzeg. Miejsce było piękne – okolice Jassy a po drugiej stronie jeziora widać było Rumunię.

Po dwóch dniach goszczenia się (z tego miejsca serdecznie dziękujęmy Gospodarzowi) musieliśmy ruszać dalej do Kiszyniowa, tam szybko nastąpiła kolejna przerwa w wyprawie , padł silnik w jednym z aut, kilka telefonów „do przyjaciela” i lądujemy na złomie gdzie czekamy na nowy silnik.

Wprowadzamy małe zmiany w planach i dopisujemy kolejny punkt Kiszyniów nocą.  Ciężko to opisać słowami ale było pięknie.

Kolejnego poranka ruszamy dalej, nasza radość nie trwa długo, na stromym podjeździe już w Bułgarii w Patrolu pada turbina. Wprawieni w boju odnajdujemy kolejny złom, gdzie rozbijając się wśród wraków czekamy na regenerowaną turbinę z Rumunii. Żeby nie marnować czasu, przepakowujemy się do dwóch aut i ruszamy na złote piaski w Bułgarii, tam nocujemy na samej plaży.

Czas nagli, wracamy, auto jest już naprawione i ruszamy na trasę Transforgarską.

Dopisuje nam szczęście, jesteśmy pierwszymi autami przejeżdżającymi tunel zamykany na zimę, spawacze rozcinają wrota, my robimy zdjęcia na tle kilkumetrowych zasp.

Jedziemy dalej podziwiając drogę, różnice poziomów i widoki powodują zawroty głowy, a może to było jeszcze mołdawskie wino? Po drodze przejeżdżamy jeszcze Transalpinę, gdzie spotykamy wielu motocyklistów. Nasza wyprawa dobiega końca, przez Węgry i Słowację wracamy do domu. Liczne przygody i awarie sprawiły, że wyjazd zostanie w naszej pamięci na długo.

Inne wyprawy:

Zaufali nam w podróży:

Partner projektu DRIVENFAR Round The World: