Ekipa pięciu śmiałków w wrześniu 2014 r . podjęła decyzję o ”wycieczce” do byłej Jugosławii, Grecji  i Albanii.

Wyruszamy dwoma samochodami Nissan Patrol i Toyota Land Cruiser z Wołomina przed północą w stronę Chorwacji. Jak zawsze na początku wyprawy dużo jazdy drogami gdzie nasze objuczone wielbłądy (terenówki) radzą sobie średnio a spędzony czas w samochodzie nawet za kierownicą jest bardzo monotonny. W północnej Chorwacji zjeżdżając w teren rozpoczęliśmy poszukiwania odpowiedniego miejsca na nocleg . Deszcz oraz wszech obecne błoto nie pomagały w spokojnym biwakowaniu na dachu naszych aut.

Wkładając sporo czasu i uporu w poszukiwania noclegu znaleźliśmy w lesie na odludziu opuszczona szopę. Dla naszej ekipy szopa to pałac z możliwością uruchomienia stołówki wraz z pijalnią sosu Mao-Tao w suchym wygodnym miejscu. To jeden z wielu naszych noclegów gdzie miejsce jest bardzo istotne. Rzadko w takich miejscach pojawiają się nawet lokalesi, my mamy spokój obcujemy z przyrodą oraz nikomu nie wadzimy.

Nasze wiecznie niezaspokojone dusze podróżników przez dwa tygodnie widziały i dotykały – różnorodne Bałkany z pięknym tętniącym nocą Zagrzebiem oraz wspaniałą starówką. Gorący wiekowy Dubrownik. Skoczyliśmy na rekonesans do Bośni i Hercegowiny żeby zwiedzić zniszczone trudami wojny Sarajevo. Przypomina o tym przepiękny naznaczony także wojną Mostar. Udając się dalej na Południe przejechaliśmy przez Czarnogórę (piękne krajobrazy, fiordy, palmy) i kierunek góry żeby przedostać się do Kosowa, następnie do przepięknej Albanii. Objazdówka w koło jeziora Ohrydzkiego , kąpiel w super przejrzystych wodach i w drogę dalej na południe.

Oczywiście będąc tak daleko na południu od domu nie możemy ominąć Grecji i sławetnego Olimpu , gdzie nocleg przypadł nam na szczycie w sąsiedztwie Greckiej jednostki wojskowej – mieliśmy osobistą ochronę.

Z Olimpu kierujemy się w stronę naszego domu. Zwiedzamy po drodze Macedonię, Kosowo, i Serbię z Belgradem – dawną stolicą JUGOSŁAWII. Tranzytem tniemy naszymi bolidami do domu. To już drugi tydzień w drodze ekipa ciśnie gaz do dechy z każdym kilometrem Wołomin się zbliża.

YUGOSLAVIA ZDOBYTA!

Raz nawet na bogato bo był  baran pieczony z ogniska, ale i skromnie bo całe zapasy zabrane z Polski skonsumowane, a mielonka i paprykarz szczeciński (tzw. marynowana płetwa) już się mocno przejadły. Była też pyszna ryba z jeziora Ohrydzkiego, noclegi w głuszy oraz na plaży (zawsze z ogniskiem), miłe spotkania z ekipami z Polski oraz z Bałkańskimi lokalesami.

Bałkany ujrzały DRIVENFAR, a my ujrzeliśmy Bałkany.

Inne wyprawy:

Zaufali nam w podróży:

Partner projektu DRIVENFAR Round The World: