•  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

Zmiana koła w rzece – jest ciekawie

Nasza wyprawa Warszawa – Irkuck – Tokyo to była niezła próba dla opon. Samochody były wyposażone w opony GoodYear Wrangler AT/SA. Opony idealnie spisywały się w terenie a na asfalcie były wyjątkowo ciche co niezmiernie nas cieszyło. Poważną próbą terenową był tor testowy Toyoty w Japonii ale o tym w kolejnym blogu…

Na odcinku między Chabarowskiem a Władywostokiem mieliśmy pewną przygodę.

Mogło ono doprowadzić do wyeliminowania jednej z Toyot z dalszej podróży. Po przejechaniu kilkuset kilometrów zjechaliśmy z głównej drogi w poszukiwaniu wioski ze sklepem gdzie chcieliśmy kupić brakujące produkty na obiado-kolację. Trafiliśmy do sklepu w dosyć dużej wiosce i po zakupach zaczęliśmy poszukiwania miejsca na nocleg.
Po przejechaniu około 50 km znaleźliśmy rzekę z brzegiem, z którego bez problemu można było zjechać w szerokie koryto usypane małymi kamieniami. Rzeka płynęła jej środkiem a jej niski stan trochę uśpił nasza czujność i kompletnie nie widzieliśmy w tej wodzie elementów przeprawowych czy choćby terenowych. Jechaliśmy wzdłuż rzeki po małych kamieniach szukając większego „wypłaszczenia” terenu na rozbicie obozowiska. Dojechaliśmy do miejsca, w którym rzeka skręcała w lewo i jej koryto w tym miejscu było wypełnione od brzegu do brzegu wodą. Zmęczeni długą jazdą marzyliśmy o rozpaleniu ogniska, jakiejś kąpieli i spaniu. Postanowiliśmy, że przejedziemy na drugi brzeg i tam zostaniemy na noc. Nurt rzeki był tak spokojny, że nikomu nie chciało się wyjść z auta i sprawdzić co może nas czekać.

Okazało się to szkolnym błędem…

Pierwsza ruszyła Czarna.

Powoli zagłębiała się w wodzie ale cały czas posuwała się do przodu. Trochę zaczęło bujać nią na boki a dno stawało się coraz bardziej nieobliczalne. Dojechała do miejsca gdzie woda sięgała prawie do połowy drzwi i widzieliśmy już, że by dotrzeć na drugi brzeg potrzebna będzie asekuracja. Na CB poszło info, żeby załoga Czarnej zaczekała tam gdzie się zatrzymali a w rzekę ruszyła Złota zupełnie innym torem, który zdawał się być łagodniejszym. Do tej pory nie wiadomo jak to się stało ale nagle auto mocno zanurkowało i momentalnie nurt pozbawił samochodu sterowności. Zrobiło się bardzo nerwowo. Szymon, który kierował tą Tojką chciał jak najszybciej uwolnić się z silnego prądu rzeki więc wcisnął gaz w podłogę by za wszelką cenę wyrwać się na brzeg. W pewnym momencie auto tak się przechyliło, że przewrócenie się na bok było prawie pewne. Gdy koła złapały przyczepności i samochód z pełną mocą ruszył w kierunku brzegu nie było mowy o omijaniu czegokolwiek. Auto z impetem uderzało w coraz to większe głazy. Słychać było huk i już wiedzieliśmy, że Złota porządnie oberwała. W środku siedział nasz Kucharz, który jest bardzo wrażliwy na takie przygody więc Jego mina była bezcenna ….twarz miał zieloną ze strachu. Jak my to mówimy… miał „pełną zbroję”.

Pierwsze oględziny były bardzo niepokojące.

Wszędzie unosił się dym. Opona przedniego koła uszkodzona stąd obawialiśmy się, że zawieszenie jest pogięte albo coś wyrwane. Zabraliśmy się najpierw za wymianę koła –najłatwiejsze. Jest nas 9-ciu więc jeden szuka narzędzi i podnośnika, dwóch pracuje, kilku dyryguje no a reszta się mądrzy….
Śruby mocno dokręcone i po takiej trasie trochę się zapiekły. Klucze się wyginały więc pomocą przyszło nasze ulubione Hilti – akumulatorowy klucz pneumatyczny. Po chwili wszystkie śruby były już poluzowane ale pojawił się kolejny problem. Nasze nowe podnośniki słupkowe w tym terenie kompletnie nie zdały egzaminu ( były za wysokie) ale wykopanie odpowiedniego dołka załatwiło sprawę. Tak czy inaczej już wiemy, że na następną wyprawę dorabiamy stalowe osłony progów i zabieramy porządnego hilift
Następnego ranka ruszyliśmy w dalszą drogę ciesząc się, że nasza złota Toyota jedzie z nami pomimo pękniętej obudowy mostu, uszkodzonego zbiornika paliwa i układu kierowniczego.

 

michal@drivenfar.com

Nocna walka z niedźwiedziem – jak sobie radzić

Nastepny post

Kuchnia po japońsku – nasza kulinarna podróż

Nastepny post