•  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

Pierwsza noc była dość ciężka. Mocno padało. Zaraz po śniadaniu ruszyliśmy w drogę, z planem na pokonanie 200 km.

W godzinę przejechaliśmy 18.4 km. Na naszej drodze poza pięknymi widokami spotkaliśmy też kangury i stada papug.

Po 3,5 h jazdy pokonaliśmy 77 km poruszając się przez dziewicze tereny Australii. Napotkaliśmy wiele koryt wyschniętych rzek i nawet palmy. Pomimo strasznej ilości kurzu jechało się cudownie.

Dotarliśmy do celu wyznaczonego na ten dzień ale niestety nie obyło się bez awarii. Dźwięki dochodzące z jednego z samochodów były bardzo niepokojące.

Następnego dnia usunęliśmy awarię i ruszyliśmy w drogę. Po 3 godzinach (i pokonaniu 65 km) zatrzymaliśmy się na obiad i naprawę. Teren jest bezwzględny. Zawieszenie w samochodach bardzo źle to znosi. Rekompensują nam to jednak piękne widoki. Wkroczyliśmy w kompletne pustkowie. Jedyne żyjące stworzenia jakie spotkaliśmy tego dnia to jeden ptak i jaszczurka. Było to ostatnie miejsce gdzie spodziewalibyśmy się kontroli Aborygenów! Na szczęście wszystkie dokumenty mieliśmy przy sobie.

Dzień zakończyliśmy biwakiem nad jeziorem Durba Springs wśród niesamowicie pachnących drzew eukaliptusa. Dopiero rano zobaczyliśmy gdzie jesteśmy. Po obydwu stronach naszego obozu wznosiły się rude skały. Przepiękne miejsce.

Samochodem, daleko, w nieznane i razem czyli DRIVENFAR !!! Passion4travel.org

Nastepny post

CSR przygód ciąg dalszy

Nastepny post