•  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

Kolejny dzień był walką z wydmami, które mocno opóźniły nasze tempo. Napotkaliśmy dzikie wielbłądy i 1,5 metrowe kopce termitów. Dotarliśmy do Savory Creek – pierwszej słonej rzeki na naszej drodze.

Amortyzatory w samochodach rozgrzewały się do czerwoności, więc musieliśmy na nie uważać i dawać im odpocząć.  Po 3 dniach podróży trafiliśmy wreszcie na pierwszą zdatną do mycia wodę, więc skorzystaliśmy z okazji żeby się odświeżyć.

Niestety okazało się, że przegrywamy z czasem, więc musieliśmy wydłużyć dzienny dystans z 200 do 250 km. Wschody słońca zapierają dech w piersiach. Podobnie jak stres związany z wielbłądami, które potrafią wskoczyć prosto pod koła.

Na naszej drodze napotykamy strusie, psy dingo i dzikie wielbłądy. W 4 godziny udało nam się przejechać 100 km. Usterkom samochodów nie było końca. Zabrakło płynu wspomagania, potem urwało się mocowanie stabilizatora, a jedno auto całkiem straciło rurę wydechową.

Pierwsze 3 dni na Canning Stock Route

Nastepny post

Spokojnie, to tylko awaria

Nastepny post